Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogerka urodowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogerka urodowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 lipca 2017

Poczwórne matowe cienie do powiek MATTE EFFECTS od marki ADOS


Dawno nie było nic kolorowego, zatem w bardzo pochmurny i deszczowy dzień zapraszam na słów kilka o cieniach do powiek.  Przyznam szczerze, że mam swoją ulubioną paletkę cieni składającą się z 80 kolorów ale czasem lubię sięgnąć do czegoś całkiem nowego. Zazwyczaj oczy lubię by mi ładnie błyszczały i jak dotąd stroniłam od matowego wykończenia. 


Zacznę tradycyjnie od opakowania. ładne, białe i wygodne opakowanie może przyciągać nasz wzrok. Kolory są bardzo ładnie wyeksponowane i dobrze osadzone by nie uległy zniszczeniu. 
Jedynym minusem jaki tu zauważyłam to brak małej pacynki. Niestety nie wszystkie kobiety są w posiadaniu kompletu pędzli do makijażu i dlatego uważam, że producent powinien coś zmienić w tym kierunku;)


Jeśli chodzi o pigmentację to myślałam , że tu raczej nic spektakularnego nie będzie. Wiele lat temu w mojej i mamy kosmetyczkach można było znaleźć pojedyncze cienie tej właśnie marki. Pigmentacja na tamte czasy kulała bardzo i trzeba było się wielce namęczyć by te oczy w końcu pomalować. 
Wielki ukłon w stronę Adosa za to , że tak bardzo podniósł jakość swoich produktów.


Wracając do pigmentacji to jest mocna nawet aż za mocna. Jestem tym faktem niezmiernie pozytywnie zaskoczona. Kolory są po pierwsze "moje" a po drugie faktycznie fajnie się prezentują.


Seria cieni mineralnych o matowym wykończeniu. Dzięki zawartości miki cienie są jedwabiście gładkie i miękkie. Ich wyjątkowa, aksamitna formuła wzbogacona pigmentami gwarantuje doskonałe odwzorowanie koloru oraz równomierną aplikację. Dostępne w 4 zestawach kolorystycznych. Waga 5g.


Podsumowując. Ados po raz kolejny naprawdę mnie zaskoczył. Kolejny dobry kosmetyk znalazł się u mnie w łazience. Adosie dziękuję , że dbasz o swoje dobre imię, że dbasz o swojego klienta i nie wciskasz kitu i badziewia. Oby tak dalej. 

Niebawem kolejny kolor hybrydowy od Adosa - letni neonowy;) bądźcie czujne;)

ściskam, 
Wasza I.

czwartek, 20 lipca 2017

Przeciwzmarszczkowy krem naprawczy ze śluzu ślimaka czyli ślimak Wiesiek w kremie


Ślimak ostatnimi czasu to bardzo modne zwierze;-) w kosmetyce jego śluz odnalazł bardzo szerokie zastosowanie. Nie będę ukrywała, że sama korzystam z jego dobroci. Szampon zachwycił zarówno mnie jak i moją mamę. Ale nie o szamponie dziś moje wywody a o całkiem sprytnym kremiku. Małe to ale całkiem sympatyczne.


Do moich rąk trafiła tajemnicza saszetka 12ml kremu przeciwzmarszczkowego zawierająca śluz ślimaka. Nie ukrywam, że takie proste rozwiązania "dla leniwych" jeśli chodzi o opakowanie -uwielbiam. Mała nakrętka a robi robotę. Dozujemy sobie taką ilość produktu jaką chcemy. 


DZIAŁANIE:
  • przeciwzmarszczkowe
  • wygładzające

SKŁAD:

Śluz ślimaka
Adenozyna
Ekstrakt z Centella asiatica



Po skończeniu kremu śmiało mogę stwierdzić, że wypadł całkiem dobrze. Chociaż spektakularnych efektów nie ma ale zły nie jest. Ja stosuję go rano pod makijaż. Ładnie się wchłania i dobrze współgra z moim podkładem, nie roluje go.  Teraz nadszedł czas kolejnego testu a mianowicie teraz sprezentuję krem mojej mamie i zobaczymy jak zachowa się na cerze bardziej dojrzałej. 



Kilka słów od producenta:

śluz ślimaka natychmiastowo poprawia kondycję skóry.

Naczynka stają się mniej widoczne, zaczerwienienia skóry zmniejszają się, zostaje ona wygładzona i zregenerowana.
Dodatkowo adenozyna skutecznie unosi owal twarzy, a drobne zmarszczki zostają zredukowane.
Cera staje się gładka, promienna i odmłodzona.

Silnie skoncentrowany śluz ślimaka daje efekt naprawy skóry, przyczynia się do jej odnowienia, przywraca jędrność
i elastyczność, zapobiega starzeniu się, zapewniając jej maksymalne nawilżenie.

Zawarty w produkcie ekstrakt z Centella asiatica działa łagodząco i sprawia, że skóra staje się bardziej matowa.

Z dnia na dzień jest gładsza i bardziej nawilżona.

Podsumowując: u siebie nie zauważyłam nic szczególnego, oprócz tego, że nawet ładnie wygładza skórę. Myślę , że sprawdzi się całkiem nieźle u osób z cerą dojrzałą. Ale to pozostawiam już Wam do oceny. Ciekawi mnie fakt czy lubicie kosmetyki ślimakowe? a może i miałyście ten kremik?


Tymczasem pozdrawiamy ja i Wiesiek;) Trzymajcie się i miłego czwartku wszystkim. 

Wasza I.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Pell.pl - kosmetyki gwiazd (GROWN ALCHEMIST Tinted Hydra-Repair Day Cream )


Witajcie w nieco pochmurny poniedziałkowy dzień. Weekend mija jak zwykle bardzo szybko a poniedziałek jak zwykle zaskakuje. Dziś nieco z innej beczki niż pielęgnacja włosów bo pod lupę wpadł bardzo ciekawy kosmetyk ze stonki pell.pl
Przyznam, że byłam bardzo nim zaintrygowana jak do mnie dotarł. Musiał jednak odleżeć swoje i nabrać mocy urzędowej zanim zabrałam się za testy owego cuda. 


Mowa dziś o barwiącym kremie z Grown Alchemist. Zacznę moim tradycyjnym zwyczajem od estetyki a później przejdę jakie wnioski wyciągnęłam ze stosowania tego kremu. 

  
Kremik opakowany jest w zgrabne pudełko o bardzo prostej nieco industrialnej grafice. Gdyby stało na półce raczej nie wróciłabym na niego uwagi. Lubię jak opakowanie przyciąga wzrok dając pierwszy punkt zaczepienia. Flakonik także nie wyróżnia się niczym szczególnym. Szklana buteleczka z czarnym, zabezpieczonym dozownikiem z niewielkim opisem. Ale jak to mówią nie ocenia się książki po okładce a zwrot "kosmetyki gwiazd" nabrały dla mnie nowego znaczenia a sam kosmetyk powędrował do grona moich ulubieńców.


 Krem ma za zadnie dać na naszej skórze naturalny efekt oraz nieco ją rozpromienić. Po użyciu ma się wpasować w naszą karnację i nadać jej młodzieńczy wygląd. A jak jest w praktyce? a przynajmniej jak sprawdził się u mnie? No nieco inaczej, ponieważ kiedy ja nałożyłam niewielką ilość na twarz byłam po prostu brązowa. Od razu oczywiście się załamałam jak to ja i oczywiście moją głowę nawiedziły same czarne myśli, że a to kolejny bubel, a to moja cera beznadziejna itp.itd....odczekałam chwilkę i faktycznie kosmetyk zaczął się dopasowywać do mojej cery. Jednak nie był to na tyle dobry efekt by wyjść z domu nie strasząc ludzi;) Ale sprytna ja pomyślałam, że może by go tak pod podkład nałożyć? i tak zrobiłam, niewielką ilość nałożyłam pod swój Revlon i co? bomba! Genialnie współgra z podkładem! nie ma efektu maski, wysusza niedoskonałości, nawilża i skóra nie świeci się jak z samym podkładem. Przyzwyczaiłam się do tego stopnia , że nie dodaję już pudru sypkiego by się nie świecić. Co zauważyłam jeszcze? a to, że podkład jest dzięki temu trwalszy i nie wyciera się! 


Dla mnie to bardzo dużo pozytywów z tego względu , że nigdy nie osiągnęłam podkładowego ideału tak by być zadowoloną w stu procentach.  

  
Co ma do powiedzenia producent?
  
GROWN ALCHEMIST Tinted Hydra-Repair Day Cream 45 ml to rewelacyjny krem, który skutecznie wyrównuje i poprawia kolory skóry, głęboko przy tym ją nawilżając i ujędrniając. Nazywany jest odżywczym pocałunkiem słońca, gdyż dodatkowo dodaje twarzy subtelnego blasku.  Codzienne stosowany, nie tylko nawilży skórę twarzy, ale także spełnia funkcje ochronne, pozostawiając gładką, niewidoczną warstwę zabezpieczającą.  

Zawarty w nim wyciąg z kamelii oraz olejek z nasion dzikiej róży, dzięki bogactwu fitosteroli, nawadniają skórę i wspomagają absorpcję substancji odżywczych do komórek, zaś polisacharydy aloesu wspomagają ich prawidłowy wzrost i regenerację. Trójglicerydy z oleju jojoba wspomagają naturalną zdolność skóry do zatrzymywania wilgoci, zapobiegając oznakom starzenia. GROWN ALCHEMIST Tinted Hydra-Repair Day Cream  zawiera także wyciąg z trzciny cukrowej, która działa kojąco na skórę i chroni przed działaniem wolnych rodników, a także hamuje zły wpływ promieniowania UV.
Jeśli chodzi o cenę to trzeba przetrzepać kieszenie bo kosztuje 159 zł. Ale wiem jedno jeśli mi się skończy odżałuję i kupię go ponownie. Wiem, że do najtańszych nie należy ale czasem naprawdę warto w siebie zainwestować.  
Dodam, że kosmetyk jest bardzo wydajny także szybko nie powinien się skończyć. Ja jestem nim zachwycona i polecam serdecznie dziewczynom , które mają podobne problemy do moich. A może u Was wystarczy tylko ten kremik by ładnie wyrównać koloryt. Tak po użyciu GA czuję się jak gwiazda;) 

Tymczasem ściskam i zapraszam niebawem ;)

Iwona

czwartek, 20 kwietnia 2017

Czarujący zapach jaśminu otuli Twoje włosy - olej jaśminowy do włosów


Czy są tu blondynki? Mam nadzieję kochane , że tak. Mam coś dla Was, oczywiście obracamy się w kręgu olejowania włosów. Przedstawiam mojego dzisiejszego gościa a jest nim olej jaśminowy z KTC.  
Olej jaśminowy przyszedł do mnie w paczuszce ze sklepu Magiczne Indie. Dzięki ich uprzejmości mogłam go przetestować i wyciągnąć odpowiednie wnioski.

Zacznę tradycyjnie od estetyki. Buteleczka szklana z dobrze widocznym płynem, skromna ale ładnie opisana etykieta z metalową nakrętką. Pojemność standardowa 250 ml. Także dużo i na długo;)


Oczywiście jak wiadomo kocham oleje do włosów więc zabrałam się za testowanie tegoż specyfiku. Wmasowałam produkt w skórę głowy, przeciągnęłam na całość i pozostawiłam na około dwie godziny. Muszę przyznać, że olej zmywał się dosyć opornie i niestety na drugi dzień musiałam znów myć włosy ponieważ bardzo szybko się otłuściły.


Ale ale nie ma tego złego;) Doczytałam potem , że owy olej jest w głównej mierze przeznaczony dla blondynek i bardzo dobrze się u nich sprawdzi;) a ja wepchałam swój czarny łeb i wyszło jak wyszło;) 


Jak zapewnia nas producent?

Regularne stosowanie olejku nadaje włosom zdrowy wygląd, odżywia, sprawia, że są naturalnie miękkie, jedwabiście gładkie i mają cudowny zapach jaśminowych kwiatów.
Olej Jaśminowy stosuje się w celu wzmocnienia włosów i  w tradycyjnych kuracjach na porost i wzmocnienie koloru. Najlepiej sprawdzi się na włosach od jasnego blondu po ciemny blond.

Właściwości:
  • nadaje on włosom blask, wzmacnia i przyśpiesza ich wzrost, 
  • łagodzi wysuszenie skóry głowy
  • zmiękcza i wygładza włosy
  • zapobiega siwieniu i wypadaniu włosów
 Dziewczyny bardzo bym chciała by jakaś złotowłosa niewiasta przetestowała ten olej i wypowiedziała się jak sprawdziłby się na jej włosach, jestem bardzo ciekawa. Olej jest niedrogi bo kosztuje 9,90 zł i myślę , że wystarczy na długo. 
Także szczerze polecam go by blondyneczki po niego sięgnęły ;)

Tymczasem całuję i zapraszam już na kolejny post;)


wtorek, 11 kwietnia 2017

Diva nails - nowość od "Przystań dla Piekna" hybrydowego szału ciąg dalszy


Witaj wiosno, a z wiosną witamy nowe kolorki;) Zatem i u mnie kilka nowości i klasyki zawitało. Dzięki uprzejmości sklepu internetowego Przystań dla piękna miałam możliwość przetestowania nowych lakierów hybrydowych jakie zasiliły ich szeregi. Diva Color - o nich dziś słów kilka. 
Jest to połączenie żelu i hybrydy. Zatem do sedna!


Na początek coś z klasyki czyli połączenie czerwieni i różu dla kobiet ceniących klasykę. Tu na wzorniku nałożyłam dwie warstwy lakieru, dlaczego akurat o tym mówię? a ponieważ dlatego, że akurat ten kolor zaliczyłam do kolorów "szklanych" czyli takich , które potrzebują minimum 2-3 warstwy by dobrze pokryć płytkę paznokcia i jednocześnie odzwierciedlić zamierzony kolor. 
Uważam, że ten odcień zostanie jednym z moich faworytów tej wiosny a szał pokażę poniżej.


Jak sami wiecie jestem raczej za klasyką na paznokciach i rzadko szaleję z kolorami tak ta zieleń mnie kupiła. A jestem zakochana w tych hybrydach dlatego, że robi się je niesamowicie szybko i wystarczy jedna warstwa lakieru by ładnie pokryć i wydobyć kolor, podsumowując te hybrydy maja zajebiste krycie. 


Kolejny świetny odcień w kolorze nieba. I kolejna jedna warstwa. Tyle wystarczy by mieć taki piękny błękit na pazurkach. 
Jeśli chodzi o estetykę to jakaś szałowa nie jest. Zwykła czarna buteleczka z prosta etykietą dając nam wrażenie, że produkt w niej zawarty nie jest raczej z górnej półki. Jak człowiek może się pozytywnie zaskoczyć? A może. Ja przynajmniej jestem  zaskoczona bardzo. Z mojej strony polecam bardzo zwłaszcza, że te cuda kosztują 9,95 zł w cenie regularnej a teraz można je nabyć za cenę aż 7, 86 zł. 

Co producent na to?
Lakiero - żele hybrydowe DIVA to wyjątkowy produkt łączący w sobie wygodę i łatwość aplikacji lakieru z elastycznością i trwałością żelu.
Produkt ten jest idealną alternatywą dla osób, które nie mają zbyt wiele czasu na zabiegi kosmetyczne, a pragną w szybki i łatwy sposób uzyskać długotrwały (do 3 tygodni) i spektakularny efekt. Lakiero-żele hybrydowe możemy stosować zarówno do manicure jak i pedicure.
Dzięki nim można mieć piękne paznokcie u stóp przez okrągły rok.

Także ja was odsyła,m na stronkę Przystani dla piękna i serdecznie zachęcam do skorzystania z okazji ;)

środa, 5 kwietnia 2017

Eveline, SOS Lip Booster With Argan Oil 5in1. Serum powiększające usta


Ostatnimi czasy wzięło mnie na pokazanie Wam kosmetyków, które średnio mnie zachwyciły bądź zraziły. Dziś na tapet przywędrowało serum zwiększające objętość ust od firmy Eveline.  
Powiększanie usta ostatnimi zawładnęło światem na dobre, kobiety ustawiały się w kolejki do lekarza a firmy kosmetyczne kosiły kupę kasy na "bezigłowych zastrzykach" by tylko zadowolić swoje klientki. Wszystkie wiemy, że ten szał nie wziął się z powietrza. Od kiedy Kylie Jenner napompowała swoje usta , kobiety przepadły. 


Wracając do zamienników, w poprzedniej edycji -49% w Rossmanie zakupiłam serum. Chciałam sprawdzić czy takie coś w ogóle wypełnia usta.  Z wyglądu przypomina zwykły błyszczyk, w ładnym , estetycznym opakowaniu, dobrze opisane. Przystąpiłam zatem do testowania, wypeelingowałam usta i nałożyłam produkt...i tu zaczęły się schody.....(widocznie taki był zamysł producenta) usta zaczęły mnie dosłownie palić....ja wiem, że to powinno lekko mrowić by usta nam nieco "opuchły" ale żeby paliło żywym ogniem? masakra;/ szybko produkt zmyłam ale niestety nie pomogło mi to zbytnio ugasić tego palenia. Czułam się jakbym zjadła wiaderko papryczek chili. Zrobiłam sobie okłady z mleka i poszłam spać. Rano obudziłam  się a w około moich ust widniała mocno czerwona pręga;/  podsumowując wyglądałam jakbym poparzyła usta;/ 


a producent?

Aktywne serum błyskawicznie zwiększające objętość ust SOS Lip Booster SOS LIP BOOSTER to doskonała alternatywa dla inwazyjnych zastrzyków powiększających usta na bazie kwasu hialuronowego. Zabiegi wypełniania kwasem hialuronowym to najczęściej wybierana metoda powiększania i ujędrniania ust. Odbudowuje gęstość tkanek wokół ust, wygładza zmarszczki, poprawia kształt i kontur warg oraz błyskawicznie nadaje ustom ponętny i kuszący wygląd. Przełomowa technologia 5 x VOLUME MAXIMIZETM natychmiast po aplikacji rozszerza naczynka krwionośne i przyspiesza mikrokrążenie, dzięki czemu mikrocząsteczki kwasu hialuronowego błyskawicznie wnikają do głębokich warstw skóry i wypełniają ubytki powstałe z upływem czasu. Formuła bogata w olej arganowy, witaminy E i C odżywia i zmiękcza skórę oraz zabezpiecza ją przed skutkami ekspozycji na promieniowanie UV. 


Podsumowując wiecej go nie użyję a kosmetyk wylądował w koszu;/  
Zrobiła ostatnio drugie podejście ale z kosmetykiem innej firmy i powiem szczerze, że jest to niebo a ziemia....ale o tym niebawem. 

Tymczasem zapraszam na kolejny post...troszkę cofniemy się w czasie ;)

poniedziałek, 20 marca 2017

Kajal w paście- Song of india (Magiczne Indie vol 3)


O mojej miłości do kosmetyków naturalnych pisałam już wiele razy do znudzenia. Niestety jestem klasycznym przykładem wrażliwca, którego cera opiera się wielu specyfikowm.  Słów dosłownie kilka dziś o mojej wielkiej miłości do indyjskiego kajalu. Kredki do oczu porzuciłam już dawno kiedy z ciekawości kupiłam swój pierwszy kajal w kredce i przepadłam. Kredka była niezwykle plastyczna i jej aplikacja nie sprawiła mi najmniejszego problemu. Głęboka i intensywna czerń nadała większej głębi moim brązowym oczom. 


Tak od tamtej pory kajal jest moim stałym kosmetykiem. Zatrzymując się na dłużej w sklepie Magiczne Indie zauważyłam, że posiadają szeroki wybór tego kosmetyku, kredki, kredeczki, większe i mniejsze ale moją szczególną uwagę przyciągnął kajal w paście. Szczerze powiedziawszy trochę się bałam czy poradzę sobie z jego aplikacją i czy jest faktycznie dziecinnie prosta. 


Zacznijmy od tego, że produkt jest bardzo estetycznie zapakowany i dobrze opisany. Oprócz wygodnego i szczelnego zamknięcia opakowany jest dodatkowo w plastikowy zgrabny pojemniczek w którym znajduje się ulotka oraz dwa aplikatory. Ja osobiście ich nie używam, ponieważ dla mnie są nie wygodne i do aplikacji produktu używam pędzelków.
Za wagę 4 g zapłacimy grosze, bo produkt kosztuje 18,99 zł i jest niezwykle wydajny i wystarczy mi podejrzewam na bardzo bardzo długo. 


Wielkim atutem tego kosmetyku jest to, że nie uczula ( niekiedy po aplikacji kredki na linii wodnej oka dostawałam uczulenia i oczy zaczynały mi niemiłosiernie łzawić przy czym oczy miałam czerwone jak u wampira) i dla mnie jest to bardzo ważne, że produkt dba o delikatną skórę wokół oczu. Bardzo dobrze się aplikuje, rozciera i zasycha i nie rozmazuje na powiece po aplikacji.  Używam go od jakiegoś czasu i z ręką na sercu mogę ten produkt wymagającym polecić. 

Skład:

Mustard Oil, Camphor, Shikhanth Tail, Vaseline.

Ja lecę robić poranny makijaż i uciekam do pracy a Was zapraszam na kolejny wpis ;)

do zo!
 

czwartek, 2 marca 2017

Revlon Colorstay....hot or not



Podobno podkład jest jak stanik....dobrze dopasowany spełnia swoją rolę;) Nasza "druga skóra" jest dla każdej kobiety bardzo ważna. Tego podkładu chyba nikomu nie muszę przedstawiać. Nie ukrywam, że bardzo lubię nowości ale jestem wierna pewnym produktom, których nie zmieniam przez lata. 


Lata temu odkryłam ten podkład i od tamtej pory skradł moje serce. Kolory jakich używam to Buff i Ivory, niegdyś formułą tego podkładu była nieco lepsza ale nie ma co narzekać teraz też nie jest źle. Jedynym niegdyś minusem była butelka i nie można było do końca wykorzystać produktu. Teraz producent wziął sobie do serca błagania wszystkich kobiet i w ukochanym podkładzie Polek pojawiła się pompka.


Jest według mnie bardzo dobrze kryjący i odkąd pamiętam ratuje mnie z wszelkich opresji. Zdania co do tej kwestii jak zwykle są podzielone , czytałam, że wiele kobiet twierdzi, że podkład kryje nawet średnio. Moja cera jest nieco problematyczna jak podkreślałam wiele razy także potrzebuję przykryć to i owo.
Te podkłady kupiłam na promocji w drogerii internetowej w której zaopatruję się w dobre perfumetki ( o nich poświęcę niebawem kolejny post) w promocyjnej cenie 20 zł więc żal by nie kupić dwóch. Realizacja zamówienia to 24 godziny także kurier na drugi dzień zapukał do mych drzwi. Takie małe gesty zdobywają moje zaufanie i z chęcią sięgam do takich firm bardzo często. Mowa o perfumerii Neness. Tam zauważyłam perfumy ale jak moje oczy dojrzały, że są tam kosmetyki w bardzo dobrych cenach nie omieszkałam zaopatrzyć się w parę rzeczy i w jednym zamówieniu znalazły się podkłady. Bardzo ważna dla mnie cechą tego podkładu jest to, że nie ciemnieje na twarzy(!!!)


Co proponuje nam producent?

Podkład ColorStay do cery tłustej i mieszanej firmy Revlon. Posiada formułę SoftFlex, która został opatentowana przez firmę Revlon. Zawiera udoskonalone polimery, które ułatwiają aplikację oraz wpływają na zwiększenie poczucia komfortu. Podkład hipoalergiczny i bezzapachowy. Mocno kryjący, dzięki niemu ukryjesz wszystkie niedoskonałości i wypryski. Beztłuszczowa formuła podkładu nie zatyka porów. Podkłady posiadają filtr SPF15. Podkład utrwala się w ciągu 60 sekund.


Chciałabym poznać Waszą opinię na ten temat? Czy według Was Revlon bardzo się zmienił? A może ta formuła odpowiada Wam bardziej niż poprzednia?
Napiszcie w komentarzu, zachęcam też do obserwacji. Będą fajne rzeczy;)

piątek, 3 lutego 2017

Moje olejowanie włosów...z olejkiem kokosowym z Nature Queen



Olej kokosowy nierafinowany jest najczystszą postacią oleju kokosowego na świecie. Ze względu na swą konsystencję nazywany jest często masłem bądź tłuszczem kokosowym. Proces jego pozyskiwania polega na metodzie prasowania i wyciskania oleju z miąższu orzechów palmy kokosowej.
O mojej miłości do kosmetyków naturalnych wiadomo nie od dziś. Lubię szukać i testować na sobie dotąd mi nieznane produkty. Z firmą Nature Queen jestem za pan brat od dłuższego już czasu ze względu na to, że spełnia moje najśmielsze oczekiwania co do jakości swoich produktów. 
Dziś co nieco chciałabym powiedzieć o moim sposobie na piękne włosy. Jak wiadomo i podkreślałam to już wiele razy moje włosy zniszczyłam sobie na własne życzenie i dopiero teraz przywracam im świetność i blask a żeby błyszczały jak czarny diament stosuję powszechnie znane olejowanie. Za produkt z Nature Queen zapłacimy 30,99 a aktualnie możemy go kupić w cenie promocyjnej za 22,99 zł - także bardzo się opłaca zwłaszcza, że olej jest bardzo wydajny. Jeszcze jedną kwestię jaką chciałabym poruszyć to zapach....pachnie tak przecudnie i kokosowo, że dawno nie miałam tak intensywnego oleju, włosy po umyciu dalej pachniały kokosem;)

Olejowanie włosów to nie nowość – od dawien dawna praktykowane było przez Arabki i Hinduski, a oleje odwdzięczały im się pięknymi, lśniącymi, długimi włosami. Olejowanie włosów to bardzo prosta czynność, polegająca na rozprowadzaniu oleju na włosy wraz ze skórą głowy, jeśli istnieje taka potrzeba. Można też nakładać oleje jedynie na końcówki, albo od połowy włosów. Następnie wykonuje się delikatny masaż, zakłada na głowę foliowy czepek i owija głowę ręcznikiem w celu wzmocnienia działania oleju.

 Olei jest naprawdę dużo ,niektóre oleje w temperaturze pokojowej mają stałą konsystencję, należy wówczas rozgrzać je  w kąpieli wodnej lub roztopić w rękach. To, że na opakowaniu mamy adnotacje, że olejek służy np. do masażu czy do pielęgnacji twarzy (jak w przypadku mojego oleju z Nature Queen)nie oznacza, że nie możemy go używać do olejowania włosów, bowiem wyznacznikiem jest zawsze skład olejku. Olej należy szczególnie chronić przed działaniem światła słonecznego. Najbezpieczniej jest przechowywać olej w lodówce, gdzie jest chłodno i ciemno.

 Olej kokosowy ma przede wszystkim właściwości lecznicze. Wspomaga gojenie ran, tworzy na powierzchni skóry delikatny film ochronny oraz wzmacnia elastyczność i sprężystość skóry. Dbając o włosy przy użyciu olejku kokosowego odbudowujemy podrażnioną i zniszczona skórę głowy, a nasze włosy łatwiej się układają i otrzymują zdrowszy wygląd.

Dobór konkretnego sposobu nakładania oleju to już nasza  kwestia indywidualna, warto spróbować każdej metody i znaleźć tą, która będzie nam odpowiadać nam i naszym włosom  najbardziej.
Można po pierwsze nakładać olej (około jedną płaską łyżkę) na suche włosy, wcierając od nasady włosa po same końce. Olej można również nałożyć na skórę głowy. Olej zostawiamy na włosach przez kilka godzin lub na całą noc.
Po drugie możemy nakładać olej na wilgotne włosy.
Po trzecie możemy zrobić płukankę, czyli do miski z wodą (około 0,5-1 l ciepłej wody) dodajemy 1 łyżkę oleju i opłukujemy mieszanką włosy. Zostawiamy na kilka godzin.
Najlepiej olejować włosy 2-3 razy w tygodniu, ale można też codziennie.

A wy macie swoje sposoby na Olejowanie włosów? jakie metody stosujecie? Podzielcie się ze mną swoją opinią w komentarzu;)

wtorek, 31 stycznia 2017

Termiczny lakier z Aliexpress...


Lakiery termiczne od jakiegoś czasu tworzą na na naszych paznokciach małe dzieła sztuki. Wielką frajdę sprawia nam patrzenie jak zmieniają kolor w zależności od temperatury. Ostatnio sporo czasu spędziłam na wyszukiwaniu różnych lakierów hybrydowych na Aliexpressie. Bardzo lubię testować nowości a w czeluściach u chińczyka znalazłam całkiem niedrogie cudo.



Przyznam, że za cenę około 5 zł nie wahałam się ani chwili. Byłam bardzo sceptycznie nastawiona ale efekt jaki osiągnęłam przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Rozprowadzał się bardzo dobrze i już dwie warstwy wystarczyły by osiągnąć to co chciałam uzyskać. 

Wybrałam kolor głębokiego bordo który pod wpływem ciepła przechodzi w piękną czerwień.  Na początku nie wiedziałam czy to faktycznie będzie działać ale nie zraziło mnir to ponieważ ciemniejszy kolor totalnie mnie kupił.;)


Kolory bardzo ładnie się przenikają tworząc momentami piękne ombre i szczerze mówiąc zazwyczaj takie miałam. Utrzymał się bez uszkodzeń , odprysków, otarć całe 3 tygodnie. Myślałam, że utrzymam go nieco dłużej ale paznokcie pod hybrydą rosną mi niezwykle szybko. 
Bardzo łatwo schodzi pod acetonem i nie ma problemu z bazą i topem, pasuje niemal każda. (wiem, bo pożyczałam lakier koleżance i miała inną bazę niż ja i też wyszedł super efekt). 

  
Ja uzywałam powyższej bazy i szczerze powiedziawszy uzywam tylko jej i zrobiłam zapasy z tego względu, że jest to najl;epsza baza jaką miałam do tej pory. 
Kosztowała równie niewiele bo coś koło 4-5 zł. 
Jednak nie wszystko co z Chin jest bublem chociaż zdażają się i takie numery. Ja odkąd kupuję na Ali nie miałam jeszcze nic co było by nie do użytku.

Tymczasem do zo~!

piątek, 27 stycznia 2017

Matujący puder ryżowy -MARIZA


Ostatnimi czasy zaczęłam się przekonywać do pudrów sypkich. Szukałam testowałam i można by rzec, że wyrobiłam sobie odpowiednie zdanie na temat pewnych firm. 
Dziś chciałam Wam przybliżyć jeden z produktów  jaki bardzo polubiłam.
Puder ryżowy matujący od firmy Mariza. Na ten produkt trafiłam całkiem przypadkowo. Jedna z moich wizażowych koleżanek przysłała mi go w prezencie. 


Chciałabym dziś nieco odwrotnie bo zanim zacznę wypowiadać się o nim pozytywnie przytoczę Wam kilka moim zdaniem minusów tego pudru:

 - nie jest produktem łatwo dostępnym ( jedynie u konsultantki),
- zbyt małe opakowanie,
-  zbyt duża ilość parabenów w składzie,
- nieco chemiczny zapach, 

Póki co tyle "wad" zdążyłam zauważyć przy niemal codziennym stosowaniu produktu. Jest to puder dzięki któremu nasz makijaż zostanie przedłużony o około 5 godzin. Nie wyciera się zachowując świeży wygląd skóry. Nie zapycha porów. Jest to puder transparentny, który bez problemu dostosuje się do kolorytu naszej cery. Jest niewidoczny i nie podkreśla dodatkowych niedoskonałości na naszej twarzy. Puder jest wydajny i ma bardzo dobrą cenę , ponieważ kosztyuje około 20 złotych.


Mogłabym się jeszcze przyczepić do tandentnego opakowania, które na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo nietrwałe, napis przy codziennym użytkowaniu (jak w moim przypadku) wyciera się. 

A co nam mówi o produkcie producent?

 Wyjątkowo lekki i ultradelikatny puder sypki tworzy niewidzialną warstwę, która skutecznie matuje i utrwala, wcześniej nałożony podkład, aby makijaż wyglądał świeżo przez cały dzień. Najlepszy efekt uzyskasz nakładając puder ryżowy za pomocą puszka. Ryż ma bardzo duże zdolności absorpcyjne, dzięki czemu skutecznie pochłania sebum i matuje skórę na wiele godzin. Mikroskopijne, lekko transparentne cząsteczki pudru nie posiadają właściwości kryjących, czyniąc produkt bardzo uniwersalnym. Waga: 5g


 Podsumowując - nie polecam produktu osobom mającym cerę suchą ponieważ niekiedy lubi ją dodatkowo "podsuszyć". Daje ładne wykończenie makijażu oraz przedłuża jego trwałość. Mi osobiście wielkich problemów jak dotąd nie sprawił ale bardzo chciałabym poznać wasze zdanie.


Tymczasem do zo! 
– trochę mało wydajny
– opakowanie mogłoby przynajmniej być 2 razy większe
– chemiczny zapach
– trochę pyli przy nakładaniu ale to typowe dla sypańców
– za dużo parabenów w składzie
– dostępność - See more at: https://karodos.pl/mariza-matujacy-puder-ryzowy/#sthash.7CFKB3Fh.dpuf
– trochę mało wydajny
– opakowanie mogłoby przynajmniej być 2 razy większe
– chemiczny zapach
– trochę pyli przy nakładaniu ale to typowe dla sypańców
– za dużo parabenów w składzie
– dostępność - See more at: https://karodos.pl/mariza-matujacy-puder-ryzowy/#sthash.7CFKB3Fh.dpuf