Pokazywanie postów oznaczonych etykietą test. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą test. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 lipca 2017

Poczwórne matowe cienie do powiek MATTE EFFECTS od marki ADOS


Dawno nie było nic kolorowego, zatem w bardzo pochmurny i deszczowy dzień zapraszam na słów kilka o cieniach do powiek.  Przyznam szczerze, że mam swoją ulubioną paletkę cieni składającą się z 80 kolorów ale czasem lubię sięgnąć do czegoś całkiem nowego. Zazwyczaj oczy lubię by mi ładnie błyszczały i jak dotąd stroniłam od matowego wykończenia. 


Zacznę tradycyjnie od opakowania. ładne, białe i wygodne opakowanie może przyciągać nasz wzrok. Kolory są bardzo ładnie wyeksponowane i dobrze osadzone by nie uległy zniszczeniu. 
Jedynym minusem jaki tu zauważyłam to brak małej pacynki. Niestety nie wszystkie kobiety są w posiadaniu kompletu pędzli do makijażu i dlatego uważam, że producent powinien coś zmienić w tym kierunku;)


Jeśli chodzi o pigmentację to myślałam , że tu raczej nic spektakularnego nie będzie. Wiele lat temu w mojej i mamy kosmetyczkach można było znaleźć pojedyncze cienie tej właśnie marki. Pigmentacja na tamte czasy kulała bardzo i trzeba było się wielce namęczyć by te oczy w końcu pomalować. 
Wielki ukłon w stronę Adosa za to , że tak bardzo podniósł jakość swoich produktów.


Wracając do pigmentacji to jest mocna nawet aż za mocna. Jestem tym faktem niezmiernie pozytywnie zaskoczona. Kolory są po pierwsze "moje" a po drugie faktycznie fajnie się prezentują.


Seria cieni mineralnych o matowym wykończeniu. Dzięki zawartości miki cienie są jedwabiście gładkie i miękkie. Ich wyjątkowa, aksamitna formuła wzbogacona pigmentami gwarantuje doskonałe odwzorowanie koloru oraz równomierną aplikację. Dostępne w 4 zestawach kolorystycznych. Waga 5g.


Podsumowując. Ados po raz kolejny naprawdę mnie zaskoczył. Kolejny dobry kosmetyk znalazł się u mnie w łazience. Adosie dziękuję , że dbasz o swoje dobre imię, że dbasz o swojego klienta i nie wciskasz kitu i badziewia. Oby tak dalej. 

Niebawem kolejny kolor hybrydowy od Adosa - letni neonowy;) bądźcie czujne;)

ściskam, 
Wasza I.

czwartek, 20 lipca 2017

Przeciwzmarszczkowy krem naprawczy ze śluzu ślimaka czyli ślimak Wiesiek w kremie


Ślimak ostatnimi czasu to bardzo modne zwierze;-) w kosmetyce jego śluz odnalazł bardzo szerokie zastosowanie. Nie będę ukrywała, że sama korzystam z jego dobroci. Szampon zachwycił zarówno mnie jak i moją mamę. Ale nie o szamponie dziś moje wywody a o całkiem sprytnym kremiku. Małe to ale całkiem sympatyczne.


Do moich rąk trafiła tajemnicza saszetka 12ml kremu przeciwzmarszczkowego zawierająca śluz ślimaka. Nie ukrywam, że takie proste rozwiązania "dla leniwych" jeśli chodzi o opakowanie -uwielbiam. Mała nakrętka a robi robotę. Dozujemy sobie taką ilość produktu jaką chcemy. 


DZIAŁANIE:
  • przeciwzmarszczkowe
  • wygładzające

SKŁAD:

Śluz ślimaka
Adenozyna
Ekstrakt z Centella asiatica



Po skończeniu kremu śmiało mogę stwierdzić, że wypadł całkiem dobrze. Chociaż spektakularnych efektów nie ma ale zły nie jest. Ja stosuję go rano pod makijaż. Ładnie się wchłania i dobrze współgra z moim podkładem, nie roluje go.  Teraz nadszedł czas kolejnego testu a mianowicie teraz sprezentuję krem mojej mamie i zobaczymy jak zachowa się na cerze bardziej dojrzałej. 



Kilka słów od producenta:

śluz ślimaka natychmiastowo poprawia kondycję skóry.

Naczynka stają się mniej widoczne, zaczerwienienia skóry zmniejszają się, zostaje ona wygładzona i zregenerowana.
Dodatkowo adenozyna skutecznie unosi owal twarzy, a drobne zmarszczki zostają zredukowane.
Cera staje się gładka, promienna i odmłodzona.

Silnie skoncentrowany śluz ślimaka daje efekt naprawy skóry, przyczynia się do jej odnowienia, przywraca jędrność
i elastyczność, zapobiega starzeniu się, zapewniając jej maksymalne nawilżenie.

Zawarty w produkcie ekstrakt z Centella asiatica działa łagodząco i sprawia, że skóra staje się bardziej matowa.

Z dnia na dzień jest gładsza i bardziej nawilżona.

Podsumowując: u siebie nie zauważyłam nic szczególnego, oprócz tego, że nawet ładnie wygładza skórę. Myślę , że sprawdzi się całkiem nieźle u osób z cerą dojrzałą. Ale to pozostawiam już Wam do oceny. Ciekawi mnie fakt czy lubicie kosmetyki ślimakowe? a może i miałyście ten kremik?


Tymczasem pozdrawiamy ja i Wiesiek;) Trzymajcie się i miłego czwartku wszystkim. 

Wasza I.

poniedziałek, 17 lipca 2017

Lato, lato, lato w pełni - Bielenda seria Bikini


Po mimo małych niuansów pogodowych nadal mamy lato w pełni. Z tego co się zdążyłam zorientować mają powrócić jeszcze większe upały. Jak się przed nimi ochronić podpowie nam nowa seria kosmetyków do opalania BIKINI  a także i po opalaniu. 
W mojej serii znalazły się trzy bardzo ciekawe kosmetyki, które Wam dziś pokażę. 


Nowa seria Bielendy nakazuje nam myśleć o sobie, zatem dostosujmy się do tego polecenia i ochrońmy swoją skórę najlepiej jak tylko możemy.
Dużym ostatnio powodzeniem cieszy się kokosowe mleczko do opalania z SPF 50. 
Moje pierwsze wrażenia stosując ten kosmetyk były bardzo pozytywne. Zaskoczyło i ucieszyło zarazem mnie to , że jest on głęboko nawilżający. Ładnie pachnie i bardzo dobrze się rozprowadza na skórze , nie lepi się i jest bardzo lekkiej formuły. Bardzo dobrze chroni.


Kolejny uważam bardzo ciekawy i przydatny kosmetyk to łagodzący balsam po opalaniu i tu uważam, że latem każdy powinien go mieć w zasięgu ręki. Z opalaniem niestety różnie bywa, po mimo stosowania różnych kosmetyków nasza skóra może niespodziewanie zareagować. Tu przychodzi nam owy balsam, który błyskawicznie łagodzi podrażnienia spowodowane nadmiernym opalaniem.Zwarty w nim D-Panthenol i aloes ulżą nam w cierpieniu.


Moim torebkowym ulubieńcem stał się olejek kakaowy, który towarzyszy mi codziennie kiedy wychodzę do pracy i pierwsze promienie słońca lekko dotykają mojej skóry i kiedy z niech wychodzę. Ma bardzo lekką nie lepiącą formułę, nie zostawia filmu i bardzo ładnie się wchłania. Ma najmniejsze SPF i do takiej codziennej ochron jak w moim przypadku sprawdza się idealnie.


BIKINI to linia kosmetyków do opalania oraz po opalaniu przeznaczona do intensywnej ochrony skóry przed szkodliwym działaniem promieni UV.
– PIASKO-, CHLORO I WODOODPORNE formuły
– Ochrona przed promieniowaniem UVA/ UVB i podczerownym IR-A
– bogactwo roślinnych składników pielęgnujących
gwarantują bezpieczne opalanie.
Kosmetyki:
– chronią przed poparzeniami słonecznymi i fotostarzeniem
– przeciwdziałają powstawaniu zmarszczek i przebarwień spowodowanych słońcem
– chronią i poprawiają  jędrność i elastyczność skóry
– wodoodporne
BIKINI  pozwala stworzyć indywidualny program opalania. Zastosowane filtry o różnej intensywności pozwolą dobrać kosmetyk najlepiej odpowiadający potrzebom Twojej skóry oraz stosownie do nasłonecznienia.
EFEKT: zdrowa, pięknie opalona, gładka i jędrna skóra.


Przyznam, że CAŁA seria robi fajne wrażenie, u mnie póki co sprawdza się całkiem fajnie. Całość i wiele innych kosmetyków z tej serii oczywiście znajdziecie w drogerii Natura.
Jestem ciekawa jakie macie opinie o tych kosmetykach. Miałyście?

Wasza-I.

piątek, 14 lipca 2017

Super Krówka czyli wiem co jem, wegańskie słodycze pod lupą (dużo zdjęć)


O wegańskiej Super Krówce dowiedziałam się z bloga Czerwonej Filiżanki którą śledzę już od jakiegoś czasu. Na początku pomyślałam krówka bez mleka?i w dodatku bez modnego ostatnio glutenu -  to nie może być dobre. Jednak chęć spróbowania owego smakołyku niestety była większa. Coraz więcej widziałam też zdjęć na Instagramie z Super Krówką w roli głównej. Wtedy już wiedziałam, że muszę spróbować.


No i mam trzy smaki oraz krem. Na pierwszy rzut poszło Toffi. Pierwszy kęs , dziwny smak....więcej czuć kokosa niż toffi. Drugi kęs...hmmm ....jest lepiej. Trzeci kęs...cholerka ale to jest pyszne!!



Muszę przyznać, że jestem niezmiernie pozytywnie zaskoczona tymi smakami. Wszystkie trzy wypadły naprawdę bardzo smacznie. Nie spodziewałam się tego w ogóle, że krówka bez mleka może być taka pyszna. Oczywiście nie obyło się bez poczęstowania znajomych, wiem z dobrego źródła , że krówki zostały przez nich zakupione;) taka impreza w sieci Rossmann kosztuje 9,99 za woreczek. I co więcej uważam, że czasem warto wydać taki pieniążek na takiego cudaka.



 Najbardziej ucieszył mnie fakt, że to ciągutki i po mimo, że leżały w lodówce nadal pozostawały miękkie.  A teraz kilka słów prosto od naszej krówki co takiego wchodzi w jej skład?:

Mleko kokosowe:

Nie zawiera laktozy, kazeiny i cholesterolu. W Azji nazywane jest lekiem na wszelkie zło, gdyż zawiera mnóstwo zdrowych dla człowieka składników, m.in. jest bogatym źródłem aminokwasów, zdrowego tłuszczu, białka, błonnika, żelaza, sodu, wapnia, magnezu, fosforu, potasu i witaminy C. Z uwagi na dużą zawartość żelaza, fosforu, potasu, sodu, manganu i miedzi, świetnie nadaje się jako napój izotoniczny po intensywnym treningu.

Ciekawostka:

Mleko kokosowe zawiera więcej wapnia niż miąższ kokosa. Ma ponadto właściwości bakteriobójcze, wirusobójcze i grzybobójcze, dlatego skutecznie wspomaga zwalczanie trądziku, infekcji i różnego rodzaju zapaleń.




I co jeszcze w temacie składu?

Białko kokosowe:
 Zawiera witaminy z grupy B, w tym przede wszystkim kwas foliowy, a także cynk, wapń, fosfor, magnez, potas i aminokwasy. Nie ma w sobie glutenu, jest organiczne i wolne od GMO. W 100% wegańskie.

Ciekawostka:

Białko jest podstawowym budulcem organizmu. Znajduje się nie tylko w mięsie, doskonałym jego źródłem są także niektóre rośliny, np. słonecznik.


 Do rodzinki cukierkowej należy też krem oraz czekoladowa tubka. 
Krem też wypadł niespodziewanie nieźle. W tym przypadku nie spodziewałam się rewelacji ale też zaskoczył mnie pozytywnie. Ja wielka fanką kremów czekoladowych nie jestem ale od czasu do czasu nie mogę sobie go odmówić;) 
Ma całkiem fajny i ciekawy dosyć smak. 



Podsumowując słodycze wegańskie wypadły bardzo pozytywnie. Po mimo moich wcześniejszych obaw jestem niezwykle mile zaskoczona. Nie spodziewałam się aż tak dobrego efektu końcowego. Z mojej strony zachęcam Was do spróbowania. Przyznam, że to był mój pierwszy raz z tego typu łakociami i myślę, że pokuszę się o kolejne. 


Jeśli jesteście zainteresowani zakupem produktów Super Krówki to możecie je znaleźć w  Rossmanie a ostatnio także w wybranych sklepach sieci Carrefour.

Sciskam i do usłyszenia, 

Wasza - I.

czwartek, 8 czerwca 2017

Seria stymulująca wzrost włosów od Long4Lashes


Jak wiadomo każda pora roku, stres czy zła dieta wpływa na niekorzystną kondycję naszych włosów. Ja często narzekam, że przy każdym myciu moje włosy po prostu wypadają. Po mimo, że wypadanie włosów jest zjawiskiem naturalnym, dla mnie jest ono małym dyskomfortem. Jak wiecie doskonale moje włosy są po wielu przejściach i zrobiły się bardzo wymagające jeśli chodzi o ich pielęgnację. O tyle co każda odżywka nie niesie ze sobą większych konsekwencji tak szampony muszę dobierać z większą rozwagą.
Przyznam szczerze, że kiedy dotarły do mnie nowości od Long4lashes byłam bardzo ciekawa ich faktycznego działania. 


Estetyka opakowań charakterystyczna dla Long4Lases i nie ma się co nad tym faktem rozpisywać. Do moich rąk wpadły trzy produkty: szampon, odżywka oraz serum stymulujące wzrost włosów i zapobiegające ich wypadaniu. 
Nie będę ukrywała i pewnie Was to nie zdziwi, że najbardziej do gustu przypadło mi serum i odżywka. Z szamponem miałam najwięcej do roboty z tego względu, że minęło sporo czasu aż moje włosy go zaakceptowały. Na początku była batalia z łupieżem i typową "sianowatością" włosów. Później ten efekt nieco zmalał ale jednak zarówno i szampon i ja się nie zakolegowaliśmy.


Podkreślę jednak, że wszystkie opinie jakie są zawarte na moim blogu są wyłącznie dyktowane moimi odczuciami. Każdy z nas jest inny , ma inny typ włosów czy cery i każdy produkt zadziała u niego inaczej. Podam przykład mojej byłej współlokatorki - Dominika miała tak podatne i tak miękkie włosy , że każdy szampon jaki kupiła był dla niej dobry. Ja niestety tak cudownie nie mam.Ale jestem też zdania, że u niejednej z Was ten szampon będzie strzałem w dziesiątkę. 

Co na jego temat mówi producent?

 Szampon wzmacnia osłabione i łamliwe włosy oraz hamuje ich wypadanie, które związane jest ze zmianami hormonalnymi, genetycznymi, przemęczeniem, stresem, niewłaściwą dietą oraz spowodowane czynnikami środowiska. Tetraxidylum – innowacyjny kompleks składników aktywnych, który stymulując mikrokrążenie, odżywia cebulki włosów i zapobiega ich wypadaniu. Alantoina łagodzi podrażnienia i koi wrażliwą skórę głowy. Szampon wyraźnie poprawia kondycję włosów, zmniejsza łamliwość oraz nadaje im witalność i blask.


Jeśli chodzi o odżywkę i serum to tu pojawiła się wielka miłość;) może o tyle włosy mi nie tak mocno wypadają to pojawiło się mnóstwo ale to mnóstwo nowych zdrowych włosów typu "baby". Nie ukrywam, że nie miałam tej świadomości aż nie pokazał mi mów fryzjer. Co zauważyłam po stosowaniu odżywki i serum? Właśnie , że faktycznie rosną nowe włosy, są nieco mocniejsze i nie ma problemu z rozczesywaniem a co dla mnie najistotniejsze - to to, że włosy nie przetłuszczają się.
  
Odżywka wzmacnia, intensywnie regeneruje i nawilża osłabione włosy z tendencją do wypadania.
Jej receptura zawiera Tetraxidylum – innowacyjny kompleks składników aktywnych, który stymulując mikrokrążenie, odżywia cebulki włosów i zapobiega ich wypadaniu. Betaina i olej ze słodkich migdałów nawilżają włosy, zapobiegając ich przesuszeniu oraz ułatwią rozczesywanie. Alantoina łagodzi podrażnienia i koi wrażliwą skórę głowy. Odżywka wyraźnie poprawia kondycję włosów, zmniejsza łamliwość i przywraca im miękkość.


 Ja osobiście bardzo polecam to serum, i wiem, że zaopatrzę się w nie ponownie. Odżywki zmieniam i kocham testować nowości w tym temacie ale myślę, że bardzo chętnie wrócę do niej ponownie ( to opakowanie już skończyłam). 
Serum jest bardzo wygodne w obsłudze, ponieważ dzięki długiemu dozownikowi dociera w każdy zakamarek i żaden włos w tej kwestii nie jest poszkodowany.

Myślę, że to serum okaże się całkiem przyzwoitym hitem do włosów, bo naprawdę działa tak jak działać powinno;)


Dla osób dbających o swój wygląd niezmiernie ważne są mocne, zdrowe i lśniące włosy. Przez wieki uważane były one za atrybut piękna oraz siły. Z wiekiem nasze włosy stają się jednak coraz słabsze, co prowadzi do ich przerzedzenia, a nawet łysienia. Nie możemy jednak pozwolić by problem ten zapanował nad naszym życiem, skutecznie rujnując nasze samopoczucie i samoocenę. Marka Oceanic stała się prekursorem w walce o piękne i zdrowe włosy. Seria Long4Lashes od lat zdobywa popularność skutecznością w pielęgnacji przede wszystkim rzęs. Od teraz pomoże zadbać również o Twoje włosy. Serum na wzrost włosów Long4Lashes to produkt przeznaczony zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn. Swoje wyjątkowe działanie zawdzięcza skoncentrowanej formule złożonej z Tetraxidylum oraz alantoiny.


Także moje kochane śmiało testujcie te nowości, uważam , że cała ta trójeczka jest warta uwagi. U mnie nie bardzo sprawdził się szampon ale tak jak wspomniałam to nie oznacza, że któraś z Was go nie pokocha a zapewniam, że tak będzie.

Przypominam, tez o rozdaniu ;) kosmetyki czekają;)------> tu.

ściskam, Iwona
 

środa, 24 maja 2017

Szwajcarska precyzja zamknięta w szamponie czyli na tapet wędruje Swiss Image


Jak wiecie doskonale bardzo dużą wagę przywiązuję do pielęgnacji swoich włosów. Każda nowość kosmetyczna jest dla mnie wyzwaniem i kiedy widzę produkt którego nie znałam wcześniej to świecą mi się oczy i muszę to mieć. Już jakiś czas temu dotarła do mnie przesyłka od Swiss Image - przyznam szczerze, że o jej istnieniu nie słyszałam także byłam bardzo ciekawa jak się sprawdzi u mnie. 


Szampon i odżywka - taka była zawartość opakowania. Przyznam, że była to jedna z "ładniejszych" przesyłek jakie ostatnio wpadły w moje ręce. Produkty były opakowane w ładne klasyczne białe dosyć  solidne pudełeczko i pierwsza myśl jaka mi przyszła to to ,że  jest to świetny pomysł na prezent. 


Oba produkty pachną bardzo ładnie ;) jak do tej pory sprawują się u mnie całkiem przyzwoicie. Włosy nie puszą się, kolor się nie spłukuje ( mam włosy farbowane na czarno) nie mam po nim łupieżu, nie obciąża.  Ma bardzo lekka formułę. Zauważyłam też, że włosy są nawilżone co w lecie jest dla mnie priorytetem. 
Ekstrakt z szarotki alpejskiej jaki znajduje się w produktach regeneruje włosy oraz chroni je przed czynnikami zewnętrznymi a także promieniowaniem UV;)



Podsumowując te dwa cudaki są naprawdę mega dobre a moje włosy są bardzo wymagające i byle czego nie przyjmą bo zaraz atakuje mnie łupież.  Po Swiss Image póki co nie wystąpił i mam nadzieje nie wystąpi. 
Z mojej strony daję mocną 10 i zapraszam do zapoznania się z oferta bo ta jest bardzo bogata i myślę, ze każda znajdzie produkty stworzone dla niej!

Ściskam, Iwona.


środa, 3 maja 2017

O'right...szampon z kawy? i kawą? (dużo zdjęć)



Witam serdecznie w końcówkę długiego majowego weekendu. Jako, że pogoda za oknem nie sprzyja wędrówkom zachęcam do zapoznania się z najbardziej ekologicznym szamponem do włosów jaki widziałam. 
Jak znalazłam te produkt? jakiś czas  temu przeglądając fejsika natknęłam się na post Michała z bloga Twoje Źródło Urody, który ogłosił małą akcję testowania tego cuda. Przeczytałam słowa klucze "włosy" i "eko" i stwierdziłam, że nie mogę obojętnie przejść obok tej akcji między innymi dlatego, że bardzo cenię Michała i wiem, że znając jego gust i ogromną wiedzę kosmetyczną produkt jest z najwyższej półki. 


Postanowiłam wysłać swoje zgłoszenie. Przyznam szczerze, że bardzo mi zależało na tej akcji więc bardzo grzecznie ale z niecierpliwością czekałam na wyniki. I udało się dostałam powiadomienie, że dostałam się do bardzo zacnego grona testujących szapon  firmy O'right.  
Przesyłka z produktem doszła bardzo szybko, szczelnie i bezpiecznie zapakowana tak by zawartość  nie została w żaden sposób uszkodzona. Otwieram i moim oczom ukazuje się zgrabna buteleczka z bambusowym korkiem. 




Nie jest to taki zwykły szampon ekologiczny jakby się wydawało i dodam, że żaden dotąd testowany przeze mnie produkt aż tak mnie nie zaskoczył jak właśnie ten. 
Nie tylko rewitalizuje skórę głowy, wzmacnia włosy i przeciwdziała wypadaniu. Jest bogaty w najwyższej jakości aktywne składniki,  które docierają do korzenia włosa. 
Bardzo dobrze się pieni, dokładnie oczyszcza włosy i są one po nim bardzo delikatne i nie ma problemu z ich rozczesaniem (przynajmniej w moim przypadku). 


Jednak moi milusińscy sekret tego szamponu tkwi w tym, że kiedy nam się niestety skończy nie wyrzucamy buteleczki do kosza ale....zasadzamy ją w ziemi (nie nie oszalałam...przynajmniej na razie ;) 
Na dnie buteleczki znajduje się bowiem sprytnie ukryty pojemniczek w którym znajdują się nasiona kawy - tak więc jeśli zasadzimy buteleczkę w ziemi..ona naturalnie ulegnie rozkładowi dając naturalny kompost naszym nasionom powodując ich wzrost. Czyż można bardziej ekologicznie? Nie to, że dostarczymy naszym włosom niezbędnych składników odżywczych to w naszej doniczce wyhodujemy własną osobista kawę;)



Jeśli jesteście ciekawe jak to dokładnie działa zapraszam serdecznie do obejrzenia krótkiego filmiku ;)

Pozdrawiam, Iwona

wtorek, 25 kwietnia 2017

Wypełniacz do ust lustrzany blask - podejście numer dwa!


Od moich ostatnich ekscesów z wypełniaczami bezigłowymi upłynęło sporo czasu. Od tej chwili do podobnych produktów podchodzę jak pies do jeża. jednak moja kobieca ciekawość wzięła górę i z lekką dozą niepewności wybrałam lustrzany blask z DermoFuture Prescion. Nie ukrywam , że trochę grzał miejsce w szafce i grzecznie czekał na swoją kolej. 


Tym razem do testowania zabrałam się bardzo ostrożnie. Najpierw postawiłam kropkę na ustach by zobaczyć czy piecze...nie piekło...idę dalej...pomalowałam dolną wargę....nie piecze nic...powiem śmielej, że uczucie było dosyć przyjemne, porównać można do efektu mokrych ust. Skoro nic się nie zadziało postanowiłam iść na całość i pomalowałam całe usta. Po jakimś czasie mogę stwierdzić , że produkt jest całkiem przyzwoity. Ładnie wygładza usta, nie piecze i ładnie wygląda. Usta bardzo ładnie się błyszczą a preparat wydobywa ich naturalny kolor. 


Stwierdziłam, że skoro nic się nie dzieje i nie ma ofiar w ludziach postanowiłam, że będę używała go częściej. I co zauważyłam? Zacznę od tego, że kocham pomadki matowe a co za tym idzie? Pomadki te mają skłonność do przesuszania ust i po używaniu niemal codziennym moje usta są krótko mówiąc nieźle zorane.  Wniosek jaki wysnułam po DFP to to, że stan moich ust nieco się poprawił. Może jeśli chodzi o samo "wypełnienie" to efekt jest raczej chwilowy i nie zauważyłam spektakularnego efektu ale postanowiłam wykorzystać inne zalety tego produktu
produkt bardzo ładnie wygładza i nawilża usta. Ja czasem stosuję go pod pomadkę. jest to fajna kuracja po pomadkach matowych. Póki co produkt mnie nie uczulił i nawet się polubiliśmy. 
Ostatnio postanowiłam sobie, że z każdego produktu postaram się wydobyć wady i zalety. I myślę, że to całkiem rozsądna decyzja z mojej strony:D

  Jestem bardzo ciekawa czy znacie ten produkt? miałyscie podobne odczucia? a może wręcz przeciwnie?

Tymczasem ściskam  i już dziś zapraszam na kolejny post ;)