Eteryczny Świat by Iwona Wolanin-Zgierska


Niby koniec lata, ulice pokrywają się kolorem biało czarnym wędrujących dzieci do szkół, niekoniecznie mających szczęśliwe miny. Dziś kilka słów o kosmetyku, który pozwoli nam zatrzymać lato na naszej skórze.  Niedawno na rynku pojawiła się nowość od Vita Liberata, którą możemy nabyć jak zwykle w drogeriach Sephora - woda samoopalająca.


Wygląda ekskluzywnie ale dosyć niepozornie. Mamy do czynienia z kosmetykiem dosyć mocnym wbrew pozorom.  Kosmetyk od razu zaznaczę będzie bardzo wydajny a takie lubię najbardziej ponieważ w tym przypadku trzeba zostawić w Sephorze 129 zł. ( ale warto - serio).


Oczywiście moje pierwsze wrażenia były bardzo negatywne. Jednym słowem moją bezmyślnością zrobiłam sobie krzywdę na dobre dwa tygodnie. Dlaczego? a mianowicie po pierwsze nie spojrzałam ze na opakowaniu jest napisane medium dark....bo i po co patrzeć. Po drugie nie żałowałam tego kosmetyku na nogi...posmarowałam, nie było nic widać , super. Rano wstaję i co .....szok....mam tak mega ciemną skórę, że wyglądam najnormalniej w świecie jak idiotka ;/ Oczywiście zdały się widzieć niedociągnięcia...na szczęście drobne.  Skóra wyglądała pięknie ale niestety nie ten odcień.

Peeling, peeling i jeszcze raz peeling ten kosmetyk towarzyszył mi przez dwa tygodnie a nieodzownym elementem mojej stylizacji musiały być spodnie przy ponad 30 stopniowych upałach.
Jednym słowem cierp ciało co żeś chciało....


Bardzo zraziłam się do tego kosmetyku. Miałam poprzednio balsam, który nadawał efekt tak pięknej opalenizny, że prawie popłakałam się jak wydał ostatnie tchnienie. Jednak pomyślałam za jakiś czas by zrobić drugie podejście do wody. No szkoda by tyle kasy leżało nieużywane.


Jednak teraz kierowała mną rozwaga i trochę you tube;p i teraz starałam się nałożyć kosmetyk w bardzo małej ilości i bardzo starannie. I efekt mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Po mimo koloru medium dark skóra wyglądała na bardzo naturalnie opaloną bez zacieków bez jakichkolwiek śladów na ubraniu czy pościeli (pod tym względem rewelka). Jeszcze zapomniałam dodać wcześniej, że kosmetyk jest bezzapachowy. Nawet rano kiedy już widać opaleniznę niema tego charakterystycznego zapaszku samoopalacza.


Podsumowując po mimo mojej mega wcześniejszej wpadki i dosłownego rzucenia w kąt tego kosmetyku to jednak bardzo go lubię;) i myślę ze wystarczy mi on an kolejny sezon letni;)
CZyli jednym słowem Vita Liberata mnie kolejny raz nie zawiodła. Jak zwykle wszystko tzreba robić z rozwagą;)

Miałyście jakieś wpadki z samoopalaczami? chętnie poczytam Wasze historie ;)

Brak komentarzy: